niedziela, 9 września 2012

Paris - Les Puces

megulencja.blogspot.be
As you remember I went to Paris with my parents at the beginning of August. Straight from the Gare du Nord we take the metro and went to our “apartament” as we call the place where we always stay during our trips. Located in the heart of Paris, just nest to the Place Invalides. There is a stone's throw to every place in the city. We even go on Montmarte on foot, because it is best way to explore this magical city. We left our luggage and headed back to the subway to go to the end station of line. 4: Porte de Clignancourt. And there only few steps divided us from the Marche aux Puces, the largest antique market in Europe. Its history dates two hundred years ago and started from Pecheurs de Lune, the lunar hunters, who were none other than the homeless bums rummaging in dustbins in search of "treasures" which they could be sold during the day under the walls of the city. Over the years, the marketplace was becoming bigger and bigger, until 1855 when the authorities decided to make the order of "shopkeepers". They define the boundaries of the market and impose fees for merchants.
Our excitement dimmed a bit when we left the subway, and we saw a completely different face of Paris: dirty, noisy and devoid of the wonderful architecture. I felt like the city ended in this place. However undeterred by this sight we walked in the direction of the place where should be a market. Once past the overpass to our eyes appeared a small street overshadowed by colorful stalls with clothes, shoes and electronics "something". Low buildings, small shops with antiques next to each other (most of them closed), all of a sudden a crossing in a narrow alley between the walls. We took a chance and so we ended up at Les Puces, a maze of antique shops, in which prices make our knees soften. Shopkeepers are connoisseurs, collectors, not just any kind of traders. You cannnot bargain with them.
When think you are leaving that labyrinth you suddenly enter Art Nouveau hall on the other side of the street, which also offers furniture, paintings, trinkets from the time of Louis XIV, everything you want. We got dizzy from the variety and prices that are just too high. It is certainly an interesting experience for lovers of things with history, but I much more enjoyed the Place Jeu de Ball in Brussels, about which I wrote recently.
Market is open every Saturday and Sunday 9-18 and on Mondays 11-17. Prepare comfortable shoes if you want to "visit" all shops because the whole market is up 7 acres!


Do Paryża wybrałam się, jak niektórzy pamiętają, na początku sierpnia. Prosto z Gare du Nord przejechaliśmy metrem do naszego „mieszkanka”, jak nazywamy miejsce, w którym zawsze się zatrzymujemy. Znajduje się w samym sercu Paryża, tuż przy Placu Inwalidów. Stamtąd wszędzie jest rzut beretem. Nawet na Montmarte chodzimy piechotą, bo tak najlepiej zwiedza się to magiczne miasto. Zdążyliśmy zostawić walizki i udaliśmy się z powrotem do metra, aby pojechać na końcową stację linii nr. 4: Porte de Clignancourt. A stamtąd już tylko kawałek dzielił nas od Marche aux Puces, największego targu staroci w Europie. Jego historia sięga dwustu lat wstecz i zaczęła od Pecheurs de Lune, czyli księżycowych łowców, którzy byli nikim innym jak bezdomnymi kloszardami grzebiącymi w śmietnikach w poszukiwaniu „skarbów”, które w ciągu dnia mogli by sprzedać pod murami miasta. Przez lata targowisko stawało się coraz większe i większe, aż w 1855 roku władze Paryża postanowili zrobić porządek ze „sklepikarzami”. Wytyczono granice targu i wprowadzono stałe opłaty dla handlarzy.
Nasze podekscytowanie trochę przygasło, gdy wyszliśmy z metra, a naszym oczom ukazało się całkiem inne oblicze Paryża: brudne, hałaśliwe i pozbawione tej cudownej architektury. Czułam się trochę jakby tu właśnie kończyło się miasto. Nie zrażeni jednak tym widokiem szliśmy dziarskim krokiem w stronę miejsca, gdzie miał znajdować się targ. Minąwszy wiadukt naszym oczom ukazała się niewielka ulica przyćmiona trochę znajdującymi się tam kolorowymi straganami z ubraniami, butami i bliżej nieokreślonym sprzętem elektronicznym. Niska zabudowa, małe sklepiki z antykami obok siebie (większość pozamykanych), aż tu nagle jakieś przejście w wąską alejkę między murami. Zaryzykowaliśmy i tak znaleźliśmy się w Les Puces, labiryncie sklepów z antykami, których ceny sprawiały, że miękły nam nogi w kolanach. Sklepikarze to znawcy, kolekcjonerzy, a nie byle jacy handlarze. Z nimi się nie utargujesz.
Gdy opuścisz labirynt już po drugiej stronie ulicy wciągnie Cię hala w stylu secesyjnym, która także zaoferuje meble, obrazy, bibeloty z czasów Ludwika XIV, wszystko czego sobie zapragniesz. Dostaliśmy zawrotów głowy od tych rozmaitości i cen o zbyt wielkiej ilości zer. Z pewnością jest to ciekawe doświadczenie dla miłośników przedmiotów z historią, jednak mi zdecydowanie bardziej podobało się na Jeu de Bal w Brukseli, o którym pisałam ostatnio.
Targ otwarty jest każdą sobotę i niedzielę w godz.: 9-18 oraz w poniedziałki w godz.: 11-17. Przygotujcie wygodne obuwie, jeśli chcecie wszystko „zwiedzić”, bo całe targowisko ma aż 7 hektarów!

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

niedziela, 2 września 2012

Thank you!


I would like to thank The Simplicity Fashion for this award. It is first time that I got something like that so I am very happy :D
 
Rules:
-you have to write from who you got the award
-paste banner
-write 7 things about yourself
-give award 10 other blogs
 
7 very interesting things about me :p (I spend a lot of time on this part)
(1) I love cats
(2) I'm shy when I talk to the crowd
(3) I love blue in all its tones
(4) I used to like drawing
(5) I'm like a squirrel, I hide things and forgot about them :)
(6) I like when house smells of fresh cut flowers
(7) I drink coffee only from the little cup
 
And now I would like to give the award to 10 of my favorite's blogs:
 
HAVE A NICE SUNDAY!
 

 

 
Ślicznie dziękuję za wyróżnienie The Simplicity Fashion. Pierwszy raz otrzymałam coś takiego, tym bardziej jestem super szczęśliwa :D

Zasady zabawy:
-należy napisać od kogo się dostało wyróżnienie
-umieścić banerek
-napisać 7 rzeczy o sobie
-podarować wyróżnienie 10 blogom.
 
 7 niezwykle zajmujących rzeczy o mnie :p (to zajęło najwięcej czasu)
(1) uwielbiam koty, choć sama nie posiadam żadnego zwierzątka
(2) mam tremę, gdy przemawiam do tłumu
(3) moim ulubionym kolorem jest niebieski we wszystkich jego odcieniach
(4) kiedyś uwielbiałam rysować
(5) jestem jak wiewiórka, chowam rzeczy, a potem o nich zapominam :)
(6) lubię, gdy w domu stoją świeże cięte kwiaty
(7) kawę piję tylko w filiżance
 
A teraz chciałabym podarować wyróżnionko moim 10-ciu ulubionym blogom:


sobota, 1 września 2012

Soldes!

megulencja.blogspot.be
I came back and I hope that I will stay here longer than last time. On Friday I said goodbye to the last guests and so it ended the holiday season in our apartment. I hope to make up for all the posts that I planned for August. Frankly speaking I thought that I can take care for my guests and make regular notes on my blog… well it didn’t work out.
Today I prepared for you (a bit outdated) post about sales. A few pictures of a few select things that I managed to get this summer. In the meantime, my collection of gains increased strongly, and I think that we definitely need a second wardrobe :) Maybe in the next posts I will show myself in the favorites outfit, or at least I make them some pictures.
During this year’s sale priority for me were shoes, a few pairs of pants and loose shirts. Suddenly I found my dream skirt. I was just passing by the “H&M” and in the next moment I stood before the store with a bag and receipt. Magic ;) I also found a new jacket perfect for work (also in “H&M”) in the new autumn collection. Well, maybe almost perfect, I don’t know how my boss will react when I enter the office in a very pink jacket :) Most important for me was to feel goon in new clothes :)
And what did You get when you were on sales? Did you get some trophies?
 
Kochani wróciłam i mam nadzieję, że na dobre. W piątek pożegnałam ostatnich gości i tak zakończył się sezon wakacyjny w naszym mieszkanku. Mam nadzieję nadrobić wszystkie posty jakie zaplanowałam na sierpień. Szczerze mówiąc myślałam, że uda mi się połączyć atrakcje związane z pobytem gości z regularnym „blogowaniem”, ale jak widać nie mam w tym jeszcze takiej wprawy.
Na dziś przygotowałam dla was (ciut nieaktualny) post o wyprzedażach. Kilka zdjęć kilku wybranych rzeczy, które udało mi się zdobyć tego lata. W między czasie kolekcja zdobyczy mocno się powiększyła i stwierdziłam, że zdecydowanie potrzebna nam jest druga szafa :) Może w kolejnych postach pokażę się w ulubionych „cudeńkach”, lub choćby zrobię im zdjęcia.
Podczas tegorocznych wyprzedaży priorytetem były dla mnie buty, spodnie oraz kilka par luźniejszych koszulek. Przypadkiem w moje ręce trafiła wymarzona spódnica. Po prostu przechodziłam obok „H&M”, a za chwilę stałam już przed sklepem z torebką i paragonem. Magia ;) Ponadto, gdy powoli zaczęły wchodzić na sklepowe półki jesienne kolekcje, znalazłam nowe marynarki, idealne do pracy (także z „H&M”). Cóż, może prawie idealne, nie wiem jak zareaguje szefostwo na moją mocno różową marynarkę ;) Najważniejsze dla mnie było to, żeby dobrze czuć się w tych ubraniach.
A Wy co zdobyliście podczas wyprzedaży? Czy wpadło Wam w ręce jakieś cudeńko?


megulencja.blogspot.be
 
megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Brocante

megulencja.blogspot.be

Before the note about Paris, I wanted to tell you more about Brussel’s Brocante, the market of antiques. Every day of the week in the place Jeu de Bal from the early hours in the morning (7:00) traders put various types of objects on the materials or simply on the ground. There you will find all sorts of treasures: paintings in the old ornate frames, signed porcelain cups and figurines, vases, silver cutlery and various jewelry. There are also cutlery books, leather suitcases, old electronic equipment and cloth, among which you can find lace or embroidered tablecloths.
When we enter for the first time into the narrow alleys, taking care not to step on a small figurine of a dancer and shifting between the pictures in gilded frames, we were enchanted and bewildered. So many things caught our attention that we couldn’t find ourselves in this world. During the second visit, we were already armed with hands full of coins and richer on previous experience. Indeed, another characteristic feature of this square is the requirement to bargain. You can buy very high quality stuff for very little money. Merchants curl up in the early afternoon (around 14:00).
In Paris, I could compare the experience visiting Les Puces, but there prices can bring down the legs even diehard lovers of antiques. However, this will be discussed on the occasion of notes about Paris :)


Zanim o Paryżu, chciałam opowiedzieć Wam jeszcze o brukselkich brocantach, czyli targach staroci. Każdego dnia tygodnia na placu Jeu de Bal już od wczesnych godzin porannych (7:00) handlarze rozkładają w koszach, na materiałach lub po prostu na ziemi różnego rodzaju przedmioty. Znaleźć tam można przeróżne skarby: obrazy w starych zdobnych ramach, sygnowane porcelanowe filiżanki i figurki, wazony i wazoniki, srebrne sztućce, biżuterię. Są też pożółkłe książki, skórzane walizki, stary sprzęt elektroniczny oraz szmatki, wśród których można znaleźć koronkowe lub haftowane obrusy.
Gdy zagłębiliśmy się po raz pierwszy w wąskie alejki uważając przy nie nadepnąć na figurkę małej tancerki w koronkowej spódnicy oraz lawirując między obrazami w pozłacanych ramach, byliśmy oczarowani i zdezorientowani. Tak wiele rzeczy przkuło naszą uwagę, że nie mogliśmy się odnaleźć w tym świecie. Natomiast podczas drugiej wizyty byłyśmy już uzbrojone w garście drobnych monet oraz bogatsze o poprzednie doświadczenia. Bowiem kolejną charakterystyczną cechą tego placu jest wymóg targowania się. Można kupić rzeczy naprawdę dobrej jakości za bardzo małe pieniądze. Handlarze zwijają się wczesnym popołudniem (około godziny 14:00).
W Paryżu mogłam porównać wrażenia zwiedzając Les Puces, jednak tam ceny zwalały z nóg nawet zagorzałych miłośników antyków. Jednak o tym będzie mowa przy okazji notki o Paryżu :)







sobota, 11 sierpnia 2012

Back after short break

megulencja.blogspot.be
Dear readers, I welcome you after a long break. I apologize for not telling you about my vacation, but the guests who came to our little apartment at the end of July, turned my world upside down :) Last week I spent with my parents in my beloved Paris. I took many pictures, which I would like to share with you in the next entries also with new culinary discoveries, and events in Brussels.
I am also very curious what's up on my favorite blogs.
I missed you so much!

Drodzy czytelnicy, witam Was po dłuższej przerwie. Przepraszam, że nie uprzedziłam o moim urlopie, ale goście, którzy pojawili się w naszym mieszkanku pod koniec lipca kompletnie zawrócili mi w głowie :) Ostatni tydzień spędziłam z rodzicami w moim ukochanym Paryżu. Zrobiłam wiele zdjęć, którymi chciałabym się z Wami podzielić w kolejnych postać naprzemiennie z nowymi okryciami kulinarnymi oraz wydarzeniami z Brukseli.
Jestem też bardzo ciekawa co słychać na moich ulubionych blogach.
Tęskniłam za Wami kochani!


piątek, 27 lipca 2012

Time may change me, But I can't trace time


megulencja.blogspot.be
Yesterday evening, when I was busy in the kitchen I was surprised by the warm sun, flowing on the countertop and dishes which were standing there. I couldn’t resist and immediately grabbed the camera. Above you can see the effects of my attempts to catch the golden rays, which raged in the kitchen :)
W
hereas a few hours earlier, when the sun was at its zenith (by the way: finally not raining!) I was with my team from work at summary-farewell lunch. There will be changes in my company and people leave the department. My brother says that any changes in life are good, as we gain new experiences, so follow his thoughts I trie not be afraid of new colleagues. During eating delicious food, firstly surrounded by books, and during dessert by garden plants, we summed moments at work. I think it was a very well-integrated team and I will certainly miss working with them. However I hope that we still keep in touch, although some are leaving Brussels.


Wczorajszego wieczoru, gdy krzątałam się w kuchni zaskoczyło mnie ciepłe słońce oblewające blat i stojące na nim naczynia. Nie mogłam się powstrzymać i od razu chwyciłam za aparat. Powyżej możecie zobaczyć efekty mojej próby złapania złotych promieni, które grasowały w kuchni :)
Natomiast kilka godzin wcześniej, gdy słońce było w zenicie (na marginesie: wreszcie nie pada deszcz!) byłam z moim zespołem z pracy na lunchu podsumowująco-pożegnalnym. W mojej firmie szykują się duże zmiany i wymienia się cały skład wydziału prócz mnie. Mój brat mawia, że każde zmiany w życiu są dobre, bo zdobywamy nowe doświadczenia, więc kieruję się jego myślą i stram się tego nie obawiać. Podczas pałaszowania pysznego jedzenia, wpierw w otoczeniu książek, a podczas deseru zieleni, podsumowaliśmy wspólne chwile w pracy. Myślę, że to był bardzo zgrany team i na pewno będę tęsknić za pracą z nimi. Jednak mam nadzieję, że wciąż będziemy w kontakcie, mimo, iż niektórzy opuszczają Brukselę.

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be
megulencja.blogspot.be


megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be



poniedziałek, 23 lipca 2012

Why do We love High heels?

megulencja.blogspot.be
After the last official reception I think that the high heels are definitely to look at, not to wear them. I can stand eight hours at work, but after standing in them also in the evening at the entrance and welcome visitors, it’s just too much for my legs. And I was wearing my favorite and most comfortable heels! As soon as I came out of the reception, I hide behind the nearest building and changed my shoes to white, quilted ballet pumps. Heaven!
This of course doesn’t mean that I close my beautiful high heels in the closet. I have a soft spot for them and forgive them quickly (don’t know what my feet think about it). There's no denying that the best looking legs are on high heels. Walking in them I feel more feminine, and my confidence increase. Do you also have a feeling that you can rule the world while walking in high heels? :)


Po ostatnim przyjęciu służbowym uznałam, że szpilki są zdecydowanie do wyglądania, a nie do noszenia. Osiem godzin w pracy można w nich wytrzymać, ale po godzinach stać w nich przy wejściu do posesji i witać gości, to już jednak dla moich nóg za dużo. I pomyśleć, że miałam na sobie moje ukochane i najwygodniejsze szpilki! Jak tylko wyszłam z przyjęcia, skręciłam za najbliższy budynek i zmieniłam buty na białe, pikowane balerinki. Niebo!!!
To oczywiście nie oznacza, że zamknę moje śliczne szpilki w szafie. Mam do nich słabość i szybko im wybaczam (nie wiem tylko, co na to moje stópki). Nie da się ukryć, że nogi najlepiej prezentują się na wysokim obcasie, w dodatku nosząc je czuję się bardziej kobieco, a co za tym idzie wzrasta moja pewność siebie. Czy Wy też tak macie, że szpilki mogą Was zamienić w mogące podbić świat boginie? :)
 
megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

środa, 18 lipca 2012

Inspired by Ikea? Why not?



inspiracje.pl

In January this year we changed the flat. We moved just two bus stops away, but we just couldn’t left this area. We like the peace which prevails among the houses, even late at night, and that there is a lot of green around. We live now in a three storey building, with our very nice neighbors and five cats. Of course, the pets belong to neighbors not to us (unfortunately) ;)
Moving also meant buying furniture, because apart from kitchen, bathroom and toilet, the rest of the space was empty. We are not here forever, but the furniture must be. At such times the best way is to visit Ikea. Furniture of this company delight with its simple and neat design, which leaves a wide field of possibilities for our imagination to beautify the interior by accessories :)
The first piece of furniture was a large white bed with four drawers and a medium-soft mattress. I think it was a very good purchase. What I liked most in buying our furniture was that every month we bought a new addition to the resident: a chest of drawers, wardrobe, curtains, sofa, table, chairs, sofas, little tables and stools. Every now and then something new and every moment a smile on your face. Today, again, we go to Ikea for a few items to the living room, and for you I prepared some Ikea’s inspiration, which I found on the website inspiracje.pl.


W styczniu tego roku zmieniliśmy mieszkanie. Przeprowadziliśmy się zaledwie dwa przystanki autobusowe dalej, ale po prostu nie mogliśmy rozstać się z tą okolicą. Podoba nam się spokój jaki panuje wśród kamieniczek nawet późną porą oraz to, że w okolicy jest dużo zieleni. Mieszkamy teraz w trzy piętrowej kamienicy, a wraz z nami przemili sąsiedzi i 5 kotów. Oczywiście zwierzaki należą do sąsiadów nie do nas (niestety) ;)
Przeprowadzka oznaczała także kupno mebli, ponieważ prócz kuchni, łazienki i toalety, reszta przestrzeni była pusta. Nie zostajemy tu na zawsze, ale meble muszą być. W takich chwilach najlepszym rozwiązaniem jest wizyta w Ikei. Meble tej firmy zachwycają swoją prostym i schludnym designem, który pozostawia duże pole do popisu dla naszej wyobraźni, aby te wnętrza wzbogacić dodatkami :)
Pierwszym meblem było ogromne białe łóżko z czterema szufladami oraz średniej miękkości materac. Myślę, że to był świetny zakup. Najbardziej w kupowaniu podobało mi się to, że co miesiąc kupowaliśmy nowy dodatek do mieszkanka: komodę, szafę, zasłony, fotel, stół, krzesła, kanapy, stoliki i stołeczki. Co chwila coś nowego i co chwila uśmiech na twarzy. Dziś ponownie udajemy się do Ikei po kilka elementów do salonu, a dla Was przygotowałam kilka inspiracji ikeowskich, które znalazłam na stronie inspiracje.pl.

inspiracje.pl
 
inspiracje.pl

inspiracje.pl
inspiracje.pl
inspiracje.pl

inspiracje.pl

inspiracje.pl

inspiracje.pl

inspiracje.pl

poniedziałek, 16 lipca 2012

Party all the time

I’m really sorry for the lack of contact, but I couldn’t connect to the Internet over the weekend. Therefore, today is the promised note from Saturday.
In recent days I come home late. This time it wasn’t work which stopped me at the desk for a long time, but my friends. On Thursday, women’s meeting in a small group with a glass of wine and on Friday I helped colleague organize the party. On the first day we sat on the grass in the park, drank wine and delight a little one, who became the next lodger in my friend’s apartment;) I haven’t seen that laughing face for so long that I was glad to be invited. The evening passed in conversation about everything and nothing (as usually happens at the women’s meetings;)). The next day, right after work, along with Mik, we went to my colleague from work to help her organize a much larger reception (for both mens and women of course). Tired but happy we came back home at night, by quiet streets of Brussels.


Bardzo Was przepraszam za brak kontaktu, ale byłam odcięta od internetu podczas weekendu. W związku z tym dopiero dzisiaj pojawia się notka obiecana na sobotę.
W ostatnim czasie późno wracam do domu. Tym razem to nie praca mnie zatrzymała na dłużej przy biurku, tylko koleżanki zaprosiły mnie do siebie. W czwartek babskie spotkanie w wąskim gronie przy kieliszku wina, w piątek pomoc koleżance w zorganizowaniu przyjęcia. Pierwszego dnia siedziałyśmy na trawie, piłyśmy wino i zachwycałyśmy się maleństwem, które stało się kolejnym lokatorem ślicznej brukselskiej kamienicy;) Już dawno nie widziałam tej roześmianej buzi, więc tym bardziej cieszyłam się na zaproszenie koleżanki. Wieczór minął na rozmowach o wszystkim i o niczym (jak zwykle bywa przy babskich posiedzeniach;)). Następnego dnia zaraz po pracy wraz z Mikiem udaliśmy się do koleżanki z pracy, aby pomóc jej w zorganizowaniu dużo większego przyjęcia (dla obu płci). Zmęczeni, ale radośni wracaliśmy nocną porą spokojnymi uliczkami Brukseli do domu.

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be

megulecja.blogspot.be

wtorek, 10 lipca 2012

Serres Royales


megulencja.blogspot.be

On May, I went with Mik to the Serres Royales, the botanical garden belonging to the royal family of Belgium, which is next to their second palace (the first one is in the center) in the district of Laeken. I had no idea that once a year it opens to the public, until one of my collegue told me about. We were amazed!
Entering through the main greenhouse, we didn’t expect that these gardens can be so large. High palms and banana trees could not reach the glass ceiling. High stone columns and a metal mounting bracket allowed to move to the nineteenth century, in which that wonder grew. The route designated for visitors goes between the great ferns, up to one of the exits, which came out to a royal garden and groves. You could see also how the palace presents itself on its back side. In the distance you could see statues scattered on the grass. There was a sculpture of Cupid, and further speeding horse. In the background proudly stood Japanese tower. When we come closer we got to the pond and flowering cherry. It's really amazing feeling (just like Japan). Then again, the route led us into the narrow tunnels of the greenhouse, where the walls and ceiling were covered with multicolored flowers. We took pictures without a break. Below you can see some interesting shots;) 

Na początku maja wybrałam się z Mik’iem do Serres Royales, czyli ogrodu botanicznego należącego do rodziny królewskiej Belgii, który znajduje się obok ich drugiego pałacu (pierwszy znajduje się w centrum) w dzielnicy Laeken. Nie miałam pojęcia, że raz do roku otwierają go dla publiczności, do póki moja koleżanka z pracy mnie o tym nie uświadomiła. Byliśmy oczarowani.
Wchodząc przez oranżerię do głównej szklarni nie spodziewaliśmy się, że te ogrody mogą być tak ogromne. Wysokie palmy i bananowce nie mogły sięgnąć szklanego sufitu. Wysokie kamienne kolumny oraz metalowe wsporniki pozwalały się przenieść do XIX wieku, w którym to cudo wyrosło. Trasa wyznaczona dla zwiedzających wiła się między wielkimi paprociami, aż do jednego z wyjść, za którym rozciągał się królewski ogród i zagajniki. Można było przy okazji zobaczyć jak prezentuje się pałac ze swojej tylniej strony. A dalej rozsiane w trawie kamienne postaci jakby rozrzucone od niechcenia. Tu rzeźba Amora, a dalej pędzący koń. W tle stała dumnie wieża Japońska. W miarę zbliżania się do niej doszliśmy do stawu i kwitnących wiśni. To naprawdę niesamowite wrażenie. Potem znów trasa wprowadziła nas do wąskich tunelów szklarni, których ściany i sufit pokryte były wielobarwnymi kwiatami. Robiliśmy zdjęcia bez chwili wytchnienia. Poniżej możecie zobaczyć kilka ciekawszych ujęć ;)


mikzaparatem.blogspot.be / megulencja.blogspot.be
 
mikzaparatem.blogspot.be

mikzaparatem.blogspot.be

megulencja.blogspot.be
mikzaparatem.blogspot.be
megulencja.blogspot.be
megulencja.blogspot.be

mikzaparatem.blogspot.be / megulencja.blogspot.be

megulencja.blogspot.be
megulencja.blogspot.be